Hostmatchen, Grade 3. 16-17.X.2004. Saltsjobaden, Szwecja

 

 

Zaproszenie na Hostmatchen Grade 3 dostaliśmy jako nagrodę za wygranie dwa tygodnie wcześniej KSSS Match Grade 4. Wyjazd ten nie był wcześniej w naszych planach, ale taką okazję musieliśmy po prostu wykorzystać. Udało się to dzięki zaangażowaniu całej załogi i pomocy Samorządu Studenckiego Politechniki Gdańskiej, panu Jarosławowi Żaczkowi i moich rodziców. W tym miejscu chciałbym od razu wszystkim podziękować  - także Ani za laptopa i chłopakom z Gliwic za ubrania..
Największy problem z wyjazdem miał Maciek, który nie dostał urlopu. Jednak olbrzymie zaangażowanie zaowocowało nadgodzinami w pracy i kupieniem biletu lotniczego. Tak więc w tym samym zwycięskim składzie, różnymi drogami spotkaliśmy się w piątek wieczorem w Saltsjobaden. Była z nami jeszcze jedna osoba - Łukasz Okułowicz, który wykorzystał wolne w pracy na odwiedzenie tego smutnego miasta na wschód od Sztokholmu.

Do regat zaproszono czternaście załóg. Podzielono na dwie grupy, w których rozegrano rundę każdy z  każdym, a po cztery najlepsze załogi awansowały do ćwierćfinałów. W swojej grupie mieliśmy m.in. gwiazdę - Bjorna Hansena (15 w rankingu ISAF) oraz naszego największego rywala z przed dwóch tygodni Mathiasa Hermassona (96). Pierwszy wyścig mieliśmy właśnie z Mathiasem. Ze startu wychodzimy przed przeciwnikami, ale z karą na koncie. Z każdym zwrotem powiększamy przewagę, wydaje się że bez problemu wygramy. Jednak na dolnym znaku popełniamy poważny błąd przy chowaniu spinakera i niestety wyścig przegrany. Kolejny wyścig płyniemy z Jonem Erikssonem z Finlandii (94 ISAF).  Pojedynek bez historii. Zdecydowanie wygrany start, i coraz większa przewaga na trasie kończy się naszym zwycięstwem. W tym momencie mamy bilans 1-1 i płyniemy z Martinem Angsellem (34 ISAF). Na starcie po kilku akcjach wydaje się, że kontrolujemy sytuację, jednak chwila nieuwagi z mojej strony kończy się jedynym na prawdę przegranym startem w tych regatach. Później próbujemy jeszcze nawiązać walkę, ale doświadczony przeciwnik nie daje sobie wydrzeć zwycięstwa.

Kolejne starcie to wyścig z jednym z faworytów regat - Bjornem Hansenem, którego przedstawiać nie trzeba. Bardzo agresywna walka przed startem, w pewnym momencie tak zakręciliśmy Bjornem, że stał na lewym halsie bez prędkości gdy my atakowaliśmy z daleka na prawym. Puścił jednak foka w łopot, komisja słusznie uznała, że nic więcej nie mógł zrobić i kary uniknął. W trakcie mieliśmy jeszcze sytuację, gdy Bjorn płynął za nami delikatnie szybciej złapał wątpliwe krycie od razu zaczął ostrzyć i...dostaliśmy karę. Absurd, nigdy w takich sytuacjach nie widziałem reakcji ze strony sędziów a tu kara. Prawdą jest niestety, że sędziowie sprzyjają żeglarzom z "nazwiskiem". Start jednak Bjorn przegrał zdecydowanie wychodząc za nami i w beznadziejnym kryciu. Na pierwszej halsówce Hansen pokazał jednak że jest doświadczonym żeglarzem ze świetną załogą. Zaczęliśmy walkę na zwroty, dwa razy za mocno stanęliśmy i na górną boję wchodzimy zaraz za nim. W trakcie okrążania znaku dostaliśmy jeszcze jedną karę, którą musieliśmy od razu wykręcić. Robimy to bardzo szybko, w dobrym wietrze i nie tracimy dystansu do rywala. Wyprzedzamy po nawietrznej lewym halsem jednak mamy za małą przewagę żeby przejść przed dziobem po rufie. Dlatego wykonujemy jedną rufę, za chwilę drugą, wykorzystujemy moment że Bjorn za bardzo zwolnił, znowu zwrot i przechodzimy przed ich dziobem. Płyniemy tym kursem do boi mając rywali za sobą. Niestety we wszystko wplątał się jeszcze trzecia łódka, która płynęła wolniej z góry, wchodzimy w jej krycie pierwsi, Bjorn nas dogania i wchodzi na wewnętrzny. Pierwszy mija boję i nie daje oddaj zwycięstwa do końca. Po wyścigu zebraliśmy gratulację za dobry wyścig, ale co z tego.

Kolejne dwa starcia ze słabszymi przeciwnikami wygrywamy i wchodzimy do ćwierćfinału z czwartego miejsca. Na tym etapie trafiamy na Johniego Berntssona (14 ISAF). W pierwszym wyścigu dostajemy karę przed startem znowu za sytuację, gdzie nigdy kar nie dawano (robiliśmy rufę na prawy hals - rozumiem interpretację przepisu ale nie rozumiem braku konsekwencji w przypadku rozstrzygania, w tej sytuacji kary po prostu być nie powinno). Ze startu wychodzimy jednak pierwsi, cały wyścig płyniemy bezbłędnie, dobrze pasujemy w zmiany i powiększamy przewagę aby bezpiecznie wykręcić karę. Na ostatnim pełny szkwały z tyłu podniosły nam jeszcze poziom adrenaliny, ale zwycięstwa nie oddajemy, zbierając porcję braw z brzegu. Kolejne dwa wyścigi niestety przegraliśmy i odpadliśmy z dalszej rywalizacji. Oba miały podobny przebieg. Ostra walka na starcie i co chwila zmieniające się prowadzenie. Wiało bardzo nierówno, czasami byliśmy tak blisko, że rozpływaliśmy się w różne strony. Niestety szczęście nam przestało sprzyjać i minimalnie w tej rywalizacji ulegliśmy.

Podsumowując, nie jesteśmy zadowoleni z tego startu, kilka razy pokazaliśmy jednak dobre żeglowanie i nie jesteśmy też za bardzo rozgoryczeni. Zebraliśmy mnóstwo doświadczeń, a pływanie z takimi zawodnikami jak Hansen i Berntsson jest po prostu niesamowite. Regaty wygrał Bjorn Hansen, przed Berntssonem i Mathiasem Hermassonem.

Atomic Sailing Team - strona główna

 

Marek Stańczyk