SYWoC 2004

O krok od medalu

W gronie 12 ekip wyłonionych we wcześniejszych eliminacjach zajęliśmy szóste miejsce, tracąc zaledwie 3 pkt. do strefy medalowej. W jednym z wyścigów, gdzie przypłynęliśmy na trzecim miejscu zostaliśmy później w niejasnych okolicznościach zdyskwalifikowani. I tego właśnie wyścigu zabrakło do brązowego medalu.

Relacja dzień po dniu

Na miejsce dojechaliśmy w sobotę rano. Od razu zgłosiliśmy się do regat i zaczęliśmy odsypiać męczącą podróż. 
Po południu rozlosowano jachty, które zaczęliśmy przygotowywać do regat. Łódki wydawały się być jednakowe, jednak stan naszych żagli budził pewne obawy.
Wieczorem odbyła się impreza integracyjna. Każdy z zespołów musiał przygotować coś z tradycyjnej kuchni swojego kraju. Nasze stoisko gdzie znajdował się bigos, żurek, gołąbki i .... budziło największe zainteresowanie:)

Niedziela - 24.X.2004

Bardzo rano pojechaliśmy do portu dokończyć szykowanie jachtu i po kilku godzinach zeszliśmy na trening. Poćwiczyliśmy manewry i porobiliśmy ważne notatki dotyczące zachowania się jachtu w różnych sytuacjach. 
Po tym treningu wiedzieliśmy, że jachty są trudne w prowadzeniu. Zaniepokojenie budził też fakt, że wylosowaliśmy zdecydowanie gorsze żagle od niektórych konkurentów.
Wieczorem odbyła się ceremonia otwarcia regat. Dużo przemówień, z których nie zrozumieliśmy zbyt wiele, ponieważ oficjalnym językiem był francuski.

Poniedziałek

Odbyły się dwa wyścigi. W pierwszym, który był dla nas debiutem na takich jachtach zajęliśmy dopiero dziewiąte miejsce. Płynęliśmy wolno, popełniliśmy kilka błędów i nastroje nie były najlepsze. Przed drugim wyścigiem wyciągnęliśmy wnioski i zmobilizowani przystąpiliśmy do startu. Po bardzo dobrym stracie i małej ilości błędów na trasie, wyścig kończymy na trzecim miejscu. Po drodze mamy jednak sytuację sporną z obrońcami tytułu - załogą Szkocką. Za rzekomy "zwrot na kursie" składają na nas protest. Wieczorem w pokoju komisji sędziowskiej okazuje się, że nie udało im się znaleźć żadnego świadka zdarzenia. Mimo wszystko w konfrontacji "słowo przeciwko słowu" komisja decyduje się zdyskwalifikować naszą załogę. Jesteśmy bardzo rozgoryczeni tą decyzją, ponieważ w naszej opinii nie złamaliśmy przepisów.
Wieczorem, co stało się tradycją tych regat odbyła się projekcja filmu pokazującego wyścigi i "życie na regatach".

Wtorek

Rano postanowiliśmy zainterweniować w sprawie naszych żagli. Udaje nam się od armatora "wyciągnąć" nowszego foka. Ten na którym pływaliśmy był w bardzo złym stanie.
Po niekorzystnym pierwszym dniu przystępujemy do walki skoncentrowani, ale w bardzo złych nastrojach. W pierwszym biegu po uważnej żegludze zajmujemy czwarte miejsce. Mogło być nawet trzecie ale błąd techniczny na ostatnim kursie z wiatrem zepchnął nas o pozycję niżej. 
Kolejne starcie to morski, nocny wyścig. Trasa około 40km, w głąb Zatoki Biskajskiej. Nie najlepiej wychodzimy ze startu, po kilkudziesięciu metrach zmuszeni jesteśmy odłożyć się w prawą stronę trasy. Z wcześniej przygotowanych prognoz i po analizach prądów morskich wiemy że jest to niekorzystna strona. W efekcie na pierwszym znaku rozprowadzającym płyniemy na 11 pozycji. Większość jachtów płynie jednak w prawą stronę do brzegu. Znając dokładne prognozy wiemy że to im raczej nie wyda i płyniemy daleko w głąb Zatoki. W efekcie na kolejnym znaku jesteśmy już na siódmej pozycji, bardzo blisko czołówki. Do mety, płynąc kursem spinakerowym w absolutnych ciemnościach udaje nam się jeszcze wyprzedzić jeden jacht. Wyścig kończymy jako szósta jednostka, około jednej minuty za zwycięzcą.

Środa

Ostrzeżenie o sztormie. Komisja decyduje się na odwołanie zaplanowanych wyścigów. Organizatorzy zapewniają nam inne atrakcje, m. in. salę gimnastyczną. Tutaj już nie ma mocnych na naszą ekipę. W piłkę nożną wygrywamy z Japonią i Francją, w siatkówkę z Francją. 
Odwiedzamy też bazę okrętów podwodnych III Rzeszy w St. Nazaire.
Wieczorem tradycyjnie projekcja filmu i bankiet, który opuszczamy szybko. Jutro wyścigi wcześniej i trzeba wstać o siódmej.

Czwartek

Jest jeszcze ciemno na dworze kiedy opuszczamy miejsce zakwaterowania i jedziemy do łódek. Znowu wieje bardzo mocno. Po dłuższym oczekiwaniu komisja decyduje się jednak na puszczenie wyścigów. Żeglujemy świetnie i zajmujemy odpowiednio miejsca 4 i 2. Wieczorem okazuje się, że odrobiliśmy już większość strat i jutro walczymy o medal!

Piątek

Wiatr dalej silny, nasze warunki. Niestety po wczorajszym dniu, gdzie była jedna kolizja, nie zdecydowano się na puszczenie wyścigów i regaty kończymy na szóstym miejscu. Mistrzami Świata została ekipa z Anglii, wyprzedzając faworytów - studentów University of Rhode Island z USA i Szwajcarów z Polytechnique de Lausanne
Wieczorem odbywa się zakończenie i impreza pożegnalna. Wracamy następnego dnia, po drodze odwiedzając Paryż.

Podsumowanie

Na regaty jechaliśmy nie wiedząc tak na prawdę na co nas stać. Nigdy wcześniej nie pływaliśmy na dużych łódkach kilowych, gdzie w załodze było osiem osób. Po pierwszych próbach na wodzie byliśmy trochę zaskoczeni, jednak z każdą chwilą na jachcie czuliśmy się coraz pewniej. Bardzo żałujemy, że nie przywieźliśmy medalu. W sytuacji protestowej, która nas go pozbawiła nie czujemy się absolutnie winni. Szkoda że rozegrano tylko 6 wyścigów. W przypadku rozegrania ośmiu (a był na to czas) dwa najgorsze rezultaty byłyby odrzucone. 
Zebraliśmy dużo doświadczeń. Inne teamy to załogi prawie profesjonalne, które trenują na takich jachtach i w tym samym składzie na co dzień. Załogi konkurentów wykazywały mocne zdziwienie, gdy na pytanie: Jak długo pływacie na takich jachtach, odpowiadaliśmy: pierwszy raz.

Marek Stańczyk
Atomic Sailing Team - strona główna