TMC Autumn Cup (Elsam Cup), Middelfart, Dania, 17-18.IX.2005

 

 

Na te regaty zaproszenie dostaliśmy w szczególny, chociaż typowy dle meczów sposób. Tydzień przed wyjazdem jeden z organizatorów wysłał mi oraz drugiej "chętnej" załodze maila: "kto pierwszy odpowie, ten startuje". Nasza odpowiedź była błyskawicza - po niecałych dwóch godzinach :)
Praktycznie każdą wolną chwilę przez kilka dni poprzedzających wyjazd, poświęcaliśmy organizacji wyjazdu - pieniądze, samochód, treningi, zamykaliśmy bieżące sprawy na uczelni i w pracy. Tym razem nie mógł z nami pojechać Andrzej, na "zastępstwo" wszedł Paweł "Magic" Nowakowski. Regaty miały grade 3 pucharu świata.

Na miejscu regat byliśmy w piątek ok 11. Na 13 mieliśmy umówiony trening, od razu więc rozłożyliśmy śpiwory i odsypialiśmy męczącą nocną podróż. Na wodę zeszliśmy ok 14.30, wiał słaby i zmienny wiatr. Łódki okazały się wymagające - tak jak się tego spodziewaliśmy. DS 37 match - race są doskonale przystosowane do regat meczowych - bez zbędnych "udziwnień", wszystko poukładane na swoim miejscu, ogromny kokpit pozwala załodze na komfortową pracę. Manewry wychodziły nam sprawnie, nie mieliśmy jednak do kogo się "przystawić", żeby porównać prowadzenie łódki, prędkość. Pod koniec treningu "zaliczyliśmy" burzę z wiatrem do ok 5 st. Bft, w którym widać było jeszcze większą potrzebę wypływania na tych jachtach odpowiedniej liczby godzin, tak żeby wiedzieć jak w pełni wykorzystać ich możliwości. Po burzy wiatr siadł prawie kompletnie i po 2.5 h pływania spłynęliśmy do portu. Wieczorem zadowoleni z pełnego przekroju warunków i z udanego treningu rozbiliśmy w klubie obóz - "Mandżurię". Organizatorzy oddali nam do dyspozycji cały klub - z łazienkami, kuchnia, pokojem dziennym (to właśnie część tego pokoju przeznaczyliśmy na obóz) i jadalnią. Poproszono nas też o "zajęcie się" załogą Andreasa Willim'a, którzy mieli przyjechać pod wieczór ;) Doman z Marcinem podłączyli DVD do starego klubowego radia - dzięki temu mogliśmy słuchać naszych znanych przebojów ;) Po kolacji omówiliśmy taktykę na wyścigi i szybko położyliśmy się spać, żeby wypocząć przed wyścigami. 


Spaghetti w Danii


Sobota, pierwszy dzień regat, zgodnie z prognozą przywitała nas pięknym słońcem i słabym wiatrem. Pierwszy wyścig zaczynamy z niebieskiej strony z Madsem Ebler'em (54 w rankingu) - po kilku manewrach przejmujemy kontrolę nad rozgrywką, Duńczyk wykorzystuje jednak swoją znajomość łódki i śmiałym i szybkim manewrem uwalnia się z naszej kontroli, wygrywa start i spokojnie pilnując nas cały wyścig. W kolejnych wyścigach idzie nam ze zmiennym szcześciem - wygrywamy zdecydowanie z Andreasem Kimergaard (nie wpuściliśmy go w pole startowe, za co dostał karę), później wiatr cichnie do zera i zaczyna się wiatrowa loteria. Trasę przestawiono blisko brzegu, zmiany wiatru zaczęły osiągać po 90 stopni. Z najlepszym zawodnikiem regat - Peter'em Wibroe (17 w rankingu) postanowiliśmy startować od boi. Tuż przed sygnałem startu rozpływamy się zupełnie - my do boi, Duńczycy do komisji, gdzie dostali szkwał z dużą zmianą. Rozpływamy się w przeciwne strony trasy - my pod brzeg, oni w stronę morza. Po chwili nasi przeciwnicy zaparkowali w ciszy, a my pełnym bejdewindem płyniemy prosto na boję. Blisko górnego znaku przechodzimy im przed dziobem, chcemy zrobić zwrot na boję, jednak Wibroe po minięciu nas na pełnym gazie ostrzy do wiatru, tak, by nas zablokować po swojej nawietrznej. "Świetny" manewr i w efekcie dostaliśmy karę, a Wibroe wygrał wyścig. Następny wyścig z załogą Annette Strøm. Prowadzimy od początku do połowy drugiej halsówki. Wiatr skręcił tak, że z boi na boję płynęło się jednym halsem. Mieliśmy przewagę ok 40-50 metrów, Anette dostała jednak szkwał, tak że przepłynęła powyżej nas. Spotykamy się tuż przy gornej boi, jesteśmy na wewnętrznym i wciąż na prowadzeniu. Wiatr cichnie do 0, prąd zaczyna nas spychać najpierw wstecz a późnej na boję. Musimy wykonać dwa zwroty, żeby nie wpaść na boję, Dunkom, które były trochę wyżej udaje się prześliznąć koło boi i zaczynają powoli z prądem i słabym wiatrem płynąć w kierunku mety. Wkurzeni i bezradni obserwujemy tylko jak dziewczyny powoli się oddalają, a druga para z naszej serii w zmianie wiatru stawia spinakery na halsówce. Rezultat łatwy do przewidzenia.
Sobotnie wyścigi kończymy rozczarowani - nie popełniliśmy żadnych większych błędów, szczęście tego dnia było jednak po stronie naszych przeciwników. 
Po południu w ramach odstresowania się poświętowaliśmy trochę 30-ste urodziny Marcina Panasia (wszystkiego najlepszego :).


Urodziny Marcina

Wieczorem częścią załogi wybraliśmy się zwiedzić miasto. Atmosfera przypominała Giżycko, z tym że ludzie byli zdecydowanie bardziej mili (ale to do czasu hehe), więcej było też różnych pubów wypełnionych niemal po brzegi. Po kilku lekcjach duńskiego, niektórzy postanowili spróbować swoich sił w konkursie karaoke (zdecydowana wygrana, nawet bez tekstu z monitora), taki nudny wieczór, nic sie nie działo i nie ma o czym mówic ;)   

W niedzielę wiatru było zdecydowanie więcej. Po dwóch dniach byliśmy już opływani, jeden z organizatorow sam przyznał, że widać było nasze coraz lepsze "czucie" łódki. Tego dnia mieliśmy cztery wyścigi, dwa wygraliśmy dwa przegraliśmy. Ostatni wyścig był w tym dniu najbardziej interesujący - za wcześnie wpływamy w pole, za co dostajemy karę. Na starcie kontrolujemy przeciwników, obie łódki wypływają na falstart, z tym że my mamy o wiele lepszą pozycję do powrotu. Obejmujemy prowadzenie, które powiększamy z każdym zwrotem, na pełnym dodatkowo popłynęliśmy lepiej taktycznie - wypracowaliśmy sobie na tyle dużą przewagę, że spokojnie wykręciliśmy karę wokół boi startowej.

Ostatecznie zajęliśmy piąte miejsce. Jesteśmy umiarkowanie zadowoleni -  można było spokojnie wygrać jeszcze jeden - dwa wyścigi i zapewnić sobie awans do czołowej trójki - czwórki. Nauczyliśmy się jednak sporo i to jest główny zysk tych regat - pierwszy raz przepłynęliśmy tyle meczy z tak dobrymi załogami i na takich dużych jachtach, miejmy nadzieję, że nasze następne regaty na DS 37 będą wyglądały lepiej. Poza tym taki jest sport, nie zawsze można wygrywać :)
Regaty wygrał Andreas Willim, drugi był Peter Wibroe.


Za chwilę wracamy do domu

Nasza załoga startowała w składzie: Marek Stańczyk, Dominik Niśkiewicz, Marcin Panaś, Paweł Nowakowski, Maciej Kołosiński. 

Chcemy bardzo podziękować Rektorowi Politechniki Gdańskiej Panu Januszowi Rachoniowi oraz Samorządowi Studentów PG za pomoc w zorganizowaniu wyjazdu, a naszym kibicom z całej Polski za wsparcie smsowe i doping.

 

Maciek

Atomic Sailing Team - strona główna