NOOD Regatta 17-19.VI.2005 Chicago

 

 

Wystartowaliśmy na jachcie FARR 50 „Pinball Wizzard”. Załogę stanowiło 12 osób, w tym 5 osób naszej załogi match – racingowej. Sternikiem był Marek Stańczyk, na dziobie Marcin Panaś i Dominik Niśkiewicz, grota trymował Andrzej Kucieński, fokiem i spinakerem zajmował się Jasiek Fursewicz.
Pojechaliśmy na zaproszenie Leszka Ziółkowskiego, który jest współwłaścicielem jachtu. Wrócimy tam jeszcze na Mackinack Race w lipcu i Favre Regatta w sierpniu.
Do regat przygotowywaliśmy się przez 6 dni. W międzyczasie wzięliśmy też udział w regatach Joseph Conrad Yacht Clubu. Przypłynęliśmy pierwsi, ale po przeliczeniu zajęliśmy drugie miejsce, tracąc do zwycięzcy 14s. Pokonaliśmy tam najbardziej do tej pory znany jacht polonijny „Błyskawica”. 

NOOD Regatta to najbardziej prestiżowe regaty na Michigan. Co roku bierze w nich udział ponad 300 jachtów podzielonych na klasy. Część z nich stanowią One Design, część klasy przelicznikowe (w jednej z takich klas byliśmy klasyfikowani).
Pierwsze wyścigi odbyły się w piątek. Przypłynęliśmy na miejscach 2,2,1. Jednak po przelicznikach i dyskwalifikacji mieliśmy: 5,OCS,3. Okazało się, że nasza łódka ma bardzo niekorzystny przelicznik. Następnej łódce, która pływała tak samo szybko, ale ostrzej oddawaliśmy 15 sekund na milę. Oznaczało, to że musieliśmy przypłynąć 2 minuty przed nimi żeby wygrać wyścig. Bezsens, ale takie są prawa regat przelicznikowych. Pływaliśmy rozsądnie taktycznie i bez większych błędów technicznych. Popełniliśmy jeden poważny błąd – popłynęliśmy na nie swoją boję (były takie same, ale nasza była bliżej).

W sobotę zmieniły się trochę warunki i jachty przypływały w mniejszych odstępach czasowych. Spowodowało to, że mimo iż bezwzględnie nie wypadliśmy poza pierwszą trójkę, przeliczano nas nawet na 11 miejsce. Kilka razy popełniliśmy błędy (największy to złe spakowanie spinakera do worka i postawienie go odwrotnie). Poza tą dużą pomyłką nasze pływanie było na pewno lepsze niż przeliczone miejsce.

W niedzielę wiatr znacznie spadł i okazało się to dla nas korzystne. W pierwszym wyścigu przez radio ogłoszono nasz falstart, którego jesteśmy pewni, że nie było. Wyszliśmy na pełnej prędkości ze startu od razu wysuwając się na prowadzenie. W momencie sygnału to jednak inne łódki były powyżej nas. Starta spowodowana powrotem była znaczna, ale odrabialiśmy ją błyskawicznie. Za każdym razem dobrze wpasowaliśmy się w zmianę i wybraliśmy korzystną stronę. Najwięcej zyskaliśmy jednak stawiając asymetryczny spinaker. Dużo dało nam śledzenie America’s Cup na Eurosporcie i wybór żagli w zależności od warunków tamtych załóg:). Na metę wpadliśmy jako drudzy, po przeliczeniu spadliśmy na trzecie. Drugi wyścig to już bezpieczny start i niezagrożone prowadzenie do mety co po przeliczeniu dało nam drugie miejsce.

Ogólnie zajęliśmy 7 miejsce w stawce 15 jachtów. Do piątego zabrakło nam jednego punktu. Trudno jest ocenić ten wynik ze względu na bardzo niesprawiedliwe przeliczniki. Na pewno mogliśmy wypaść trochę, ale nie dużo lepiej.
Powinniśmy jeszcze więcej trenować. Zgranie 12 osobowej załogi wymaga dużo czasu. Jednak pływanie na takiej jednostce nauczyło nas bardzo dużo, myślę że przeszliśmy kolejny etap w poznawaniu żeglarstwa.

Nasze dalsze plany związane są głównie w USA. Teraz będziemy dwa tygodnie w kraju, gdzie organizujemy Meczowe Mistrzostwa Polski klasy 470. Zdecydowałem się w nich wystartować po dzisiejszym treningu z Maćkiem. Jestem dopiero trzy miesiące po operacji więzadeł w kolanie, ale wszystko było w porządku. Później wracamy do Stanów na Mackinack Race i dwie inne imprezy.

Zdjęć będzie więcej, jeżeli Doman naprawi swój MP3 player.

 

Marek

Atomic Sailing Team - strona główna