Audi Spring Battle, Berlin, 25-27.III.2005

 

 

23.III.2005
W najbliższy weekend (wielkanocny) weźmiemy udział w naszych pierwszych regatach meczowych w tym sezonie. Regaty maja grade 3 pucharu świata i zostaną rozegrane prawie w centrum Berlina, Arena Treptow. Ścigać się będziemy na łódkach typu Streamline (trzyosobowe, dwóch załogantów na trapezie). Naszą
załogę stanowią: Marek Stańczyk, Dominik Niśkiewicz i Maciek Kołosiński. 
W regatach weźmie udział 16 załóg z 6 państw - dzięki temu regaty dostaną "bonus factor". Z zawodników najwyżej sklasyfikowany jest Stefan Meister (23 w rankingu, znany nam z Mistrzostw Polski w Sopocie), na pewno dobry jest też Maxim Taranow (26 w rankingu), pozostali zawodnicy również doskonale znają się na regatach meczowych. Spotkamy też kilku innych znajomych z Akademickich Mistrzostw Świata w Match - Racingu. Strona regat: www.matchklub.de 

W wyjeździe bardzo bardzo pomogła nam Samorząd Studentów naszej Uczelni (Politechnika Gdańska – najlepsza uczelnia dla żeglarzy), za co bardzo im dziękujemy.

Guten abend, herzlig willkomen, oto relacja z 24.III, Spring Battle 2005
Dziś na miejscu regat byliśmy punktualnie (z ciekawszych spraw podczas drogi to przetrzepali nas celnicy niemieccy jakieś 10 km za granicą, żadnej kontrabandy nie było). Niestety wiatr nie dopisał - totalne 0 (za to temperatura dochodziła do 20 stopni, Doman odpalił nawet krótkie spodenki i japonki). 

Akwen regat (rzeka) jest ciekawy – szerokość 400 m z pomostem pośrodku (wzdłuż) akwenu, długość ok 500-600m. Na trening zeszliśmy ok 17, czasem wiało 0 a czasem 1. Początkowo mieliśmy totalnie drewniane ruchy ale z czasem się rozkręcaliśmy (było to nasze pierwsze pływanie w tym sezonie). Łódki są wymagające i żeby wykorzystać ich możliwości w 100% trzeba trochę opływania. Niemcom, którzy ze Streamline’ami mieli sporo do czynienia manewry wychodziły doskonale. Przy odpowiedniej koncentracji damy radę i my.


System regat: 16 zawodników podzielono na pary wg rankingu, my za pierwszego przeciwnika mamy Horscha, z którym dotychczas raz wygraliśmy i raz przegraliśmy (w Rimini). Pierwsze wyścigi do jednego zwycięstwa – wygrani przechodzą dalej, przegrani mają dalej szansę na finał w II grupie – rozpiska jest trochę skomplikowana i nie ma sensu żebym ją opisywał (jest na stronie regat), Marek (Prince) podpowiada mi z boku żeby napisał, że jest to system brazylijski.
Możliwe są 4 trasy regat z kilkoma kombinacjami, wygląda to nieciekawie, omijanie pomostów, przypomina to raczej pływanie po Łabędzim Szlaku na Kisajnie. Nasz pierwszy wyścig planowany jest jutro na ok 15-16, startujemy z niebieskiej. Jak na razie organizacja regat jest super – w bazie regat zaparkowanych jest kilkanaście najnowszych modeli Audi, sternicy w wyścigach mają mini mikrofony, które będą przekazywać gadki na statek komisji i dalej do głośników na brzegu. Jako sędzia wystąpi też Zosia Truchanowicz.
Doman nie chce się ruszyć po bluetootha do samochodu, żeby wrzucić relację, właśnie trwa losowanie Doman kontra Prince do 3 wygranych...
Doman przegrał ale i tak ściemnia :-)


25.III.2005
Dzisiaj czekaliśmy na naszą kolej, ale się nie doczekaliśmy. Zabrakło wiatru, tylko oglądaliśmy wyścigi innych załóg.

Wyścigi pokazały, że akwen jest nieprzewidywalny, kilka razy jacht, który wydawało się, że bezpiecznie prowadzi, "zaparkował" w dziurze bez wiatru i przegrał. Na szczęście organizatorzy nie zdecydowali się puszczać wyścigów przy zupełnym "zerze". Z podziwem oglądaliśmy załogę z Rosji, której skipperem był Maxim Taranow - żeglowali doskonale technicznie i tylko pomyłka sędziów odebrała im zwycięstwo z najlepszym sternikiem regat - Meister'em. Sędziowie nie uznali wykręcenia kary przez Rosjan,  kiedy ci blokowali równocześnie Stefana Meistera - kara była wykręcona jak najbardziej prawidłowo i w bardzo widowiskowy sposób, ale sędziowie pomylili się, za co później gorąco przepraszali Rosjan, decyzji sędziów jednak nie można cofnać.


26.III.2005
Dzisiaj odbyły się nasze pierwsze wyścigi. Tak jak pisaliśmy wcześniej obowiązuje system brazylijski. Czyli wygrywający przechodzi dalej, przegrywający ma jeszcze jedną szansę, jak ją zmarnuje odpada z regat całkowicie (system KO). Pierwszą rundę wygrliśmy z Niemcem Sven Erik Horsch'em (104 w rankingu), drugą przegraliśmy w głupich okolicznościach z Niemcem Max Gurgel'em (młody, ale bardzo dobry żeglarz, dwukrotny meczowy mistrz juniorów Niemiec). Najpierw prowadziliśmy zdecydowanie ale mieliśmy problemy ze spinakerem i przegraliśmy. Lik spinakera wszedł bardzo wysoko w raksę foka, nie dało się go zrzucić, dopiero jak Maciek stanął na ramionach Domana na dziobie łódki, udało się go odczepić. Gurgel zbliżył się już na tyle, że wystarczyło że nas przypilnował na halsówce i wygrał wyścig. Drugi start wygraliśmy od razu robiąc przewagę kilkudziesięciu metrów, ale wiatr ucichł zupełnie i wyścig przerwano. W powtórzonym biegu walka byla wyrównana, ale przed górna boja dostaliśmy kare za niby zbyt szybki zwrot na prawy. Przeciwnik całą trasę utrzymywał się na tyle blisko, że mimo iż staraliśmy się go blokować żeby wykręcić karę, wpłynął na metę pierwszy. Spadliśmy do rundy drugiej szansy. Kolejny wyścig  wygraliśmy i wciąż jesteśmy "w grze". Warunki tego dnia były bardzo loteryjne (nic prawie nie wiało), obowiązuje system KO (malo czasu), więc najmniejszy błąd może drogo kosztować. Musimy być bardzo skoncentrowani, bo jeden przegrany wyścig i mamy po regatach. Generalnie pływamy dobrze, starty wychodzą znakomicie, łódkę prowadzimy bardzo ostrożnie, nie tracimy prędkośc, manewry również byly w porządku.


27.III.2005
Od rana wiało już zdecydowanie więcej niż w poprzednie dni, nawet do słabej trójki. Prawie od razy schodzimy na wodę, po krótkim treningu zaczynamy. W fazie przedstartowej dyktujemy przeciwnikom nasze warunki, wygrywamy start i trzymając ich w kryciu wygrywamy wyścig. Kolejny wyścig ponownie z Maxem Gurgel'em. Tym razem bez większych historii prowadzimy od startu (wychodzimy z karą, którą wykręciliśmy) do mety i awansujemy do półfinału! W półfinale (do dwóch zwycięstw) trafiliśmy na załogę, ktorej przewodził Jan - Eike Andresen (41 w rankingu), zaczynamy ze strony niebieskiej. Po ciężkiej fazie przedstartowej (dostaliśmy dwie kary, ale jedną udało nam się też wlepić Niemcom) przegrywamy start, na górze byliśmy już pierwsi, spinaker odpalił nam lepiej, zrobiliśmy spora przewagę i zdążyliśmy na ostrym wykręcić karę. Drugi wyścig z żóltej. Ze startu wychodzimy trochę lepiej niż przeciwnicy. Płyniemy kawałek w prawo, później powtarzając zwrot Andresena kryjemy go płynąc w lewą stronę trasy. Dostajemy obydwoje zmianę, po której wygląda, że na boję wejdziemy lewym halsem bez zwrotu. Tuz przed boją zmiana odchodzi, wiatr cichnie prawie do zera. Staramy się dopłynąć do boi na inercji, przeszkadza nam w tym jednak Andresen, który nieco wyżej miał trochę więcej wiatru i jest tuż po naszej nawietrznej, blokując nas przed zrobieniem zwrotu (na boję już byśmy nie weszli). Licząc na zbliżający się szkwał i unikając dotknięcia boi przekładamy się na prawy, najważniejsze to teraz wejść na boję przed przeciwnikiem póki jest wiatr. Dochodzi do kolizji z naszej winy, więc dostajemy karę. 

Jesteśmy jednak na prowadzeniu, szybkie odpadniecie na boi i postawienie spinakera w szkwale powiększa znacząco naszą przewagę, Andresen cały czas męczy się przy boi. Sędzia uznaje jednak, że przeszkodziliśmy przeciwnikowi na tyle, że powinniśmy zostać za to ukarani czerwoną flagą. Musieliśmy czekać, aż Andresen nas wyprzedzi, dopiero wtedy czerwona flaga została opuszczona. Niemcy pilnowali nas do końca i na metę wpłynęli pierwsi. W decydującym o wejściu do finału wygraliśmy pewnie, ale również z emocjami - na ostatniej prostej na metę, po boi zrobilismy rufę licząc na silniejszy wiatr z lewej strony trasy, przeciwnik popłynął w stronę przeciwną. Z naszej kilkunastometrowej przewagi na boi zostało kilka metrów na mecie, ale wygraliśmy, wchodząc do finału (wynik 2:1). Przepływając przy brzegu nieoczekiwanie dostaliśmy burzę braw od niemieckich kibiców :-) Ania mówiła, że zdecydowana większość była za nami i że zaimponowaliśmy widzom prowadzeniem łódki i szybkimi i doskonałymi manewrami :-)


Naszym przeciwnikiem w finale (również do dwóch zwycięstw) miał byc Hendrik Witzmann. Zaczynamy ze strony niebieskiej, wpływamy w pole idealnie w czas, przeciwnik stoi pod wiatr po drugiej stronie startu i dopiero się rozpędza. Trzymamy go z dala od linii startu (na wpłynięcie w pole są 2 minuty, po tym czasie dostaje się karę), udaje mu się jednak przeciąć linię. W tym wyścigu podczas fazy przedstartowej doprowadzaliśmy do kilkunastu czystych i pewnych sytuacji protestowych - cały czas utrzymując prędkość łódki i atakując. Jednak sędziowie nie uznali żadnej z nich, twierdząc później że pływaliśmy zbyt agresywnie i na zbyt bliski kontakt (i trochę na nich pokrzykując, co nie Doman? :-). Trochę tym wszystkim zagotowani przegrywamy wyścig. Drugi start ze strony żółtej. Witzmann kolejny raz spóźnia się z wpłynięciem w pole, tym razem od początku byliśmy na prawym i spokojnie trzymając go z dala od linii nie pozwalamy mu na wpłynięcie w pole, w efekcie czego dostaje karę.

Dokładamy do tego wygrany start i pilnując przeciwnika dowozimy zwycięstwo do mety. Trzeci wyścig układał się po naszej mysli - w fazie przedstartowej nasze ataki zmuszają przeciwnika do ustępowania, w efekcie w decydujących momentach manewruje bez prędkości, my wygrywamy start i jesteśmy pierwsi na górnej boi. Na pełnym Witzmann dostaje szkwał z tyłu i dociska nas do betonowego pomostu. Rano na odprawie powiedziano nam, że strefa 5m od pomostu jest niebezpieczna i można żadać z tej odległości miejsca ("naszego" sędziego nie było na odprawie). Tak też robimy przed boją. Dodatkowo wydawało nam się, że przeciwnik po dogonieniu nas nie robił rufy, w takim przypadku nie ma krycia i nie może wywozić nas ponad kurs właściwy. Sytacja robi się nieciekawa... Wciskamy się na boję. Za ten manewr dostajemy karę, a drugą za dotknięcie boi. Jesteśmy pierwsi, ale musimy wykręcić jedną z kar, w efekcie tracimy pozycję lidera, Witzmann pilnuje nas i wygrywa wyścig i regaty (ponownie wynik 2:1)
W sytuacji na boi zabrakło nam doświadczenia, górę wzięły też nerwy. Następnym razem w takiej sytacji, po już porządnych treningach w Polsce, tak zrobić się nie damy :)


Po regatach czuliśmy niedosyt, zwycięstwo było blisko. Ale jak już pisałem na początku, było to nasze pierwsze pływanie w tym sezonie i pierwsze w tym składzie. Akwen był trudny, łódki wymagające, a przeciwnicy też nie dawali sobie w kaszę dmuchać. Na treningu z początku szło nam fatalnie, ale w regatach z wyścigu na wyścig szło nam coraz lepiej, cała załoga pracowała doskonale. 

Rozważając kilka dni po regatach to wszystko, na pewno jest to nasz wielki sukces i miło, że został zauważony również "na zewnątrz" środowiska żeglarskiego (2 długie relacje PAP). Muisimy też sobie zostawić jakieś osiągniecia na później :-) 
Regaty były zorganizowane doskonale. Telewizja na wodzie, mikrofony dla sterników przekazujące komendy do głośników, kamery na sterach, radio które w dzień finałów miało bazę na pontonie i statku z publicznościa, relacje w gazetach, w radiu w Berlinie, plakaty na mieście - organizatorzy zrobili na prawdę świetną robotę. Tym bardziej cieszy nas, że mogliśmy wystartować w tych regatach - a to wszystko dzięki pomocy finansowej Samorządu Studentów Politechniki Gdańskiej - dziekujemy!!! 

 

Maciek & Marek

Atomic Sailing Team - strona główna